Banner tytułowy: Koronawirus w Niemczech - jest się czego bać? Na tle mikroskopowego zdjęcia wirusa.
Życie po drugiej stronie Odry

Koronawirus w Niemczech – bać się czy się nie bać?

Z uwagą obserwuję media w temacie koronawirusa. Wizja światowej epidemii jednak niepokoi. Z dystansem spoglądałam na to co się dzieje w Chinach, jednak dopóki wirus działał tylko tam byłam spokojna. Niestety ostatnie dni i pojawienie się dużych ognisk we Włoszech, a co za tym idzie i kolejnych licznych przypadków w państwach ościennych Włoch zaczynam się bać, że jednak sytuacja w Europie może w ciągu dwóch tygodni diametralnie się zmienić.

Złe wieści

Z niepokojem odczytuję kolejne doniesienia o pojawieniu się kolejnych przypadków w Niemczech. Rozpiętość ich pojawienia się (południowa Badenia i północno-zachodnia Nadrenia) świadczą o tym, że wirus podróżuje sobie gdzie chce i nigdy nie wiadomo, gdzie może znienacka uderzyć. Ludzie są teraz bardzo mobilni, a wraz z nimi ukryty pasażer na gapę. Sama w ciągu ostatnich dwóch tygodni zjeździłam mnóstwo kilometrów, odwiedzając mamę w bardzo zaludnionym obszarze Mannheim-Frankfurt, wróciłam na kilka dni do domu i pojechałam znów do Polski na Opolszczyznę. Powymieniałam ze wszystkimi zarazki… A takich ludzi podróżujący w różne miejsca jest mnóstwo. Codziennie.

Zaczyna mi się wydawać groźnie. Bo za blisko. Wczoraj dwa potwierdzone przypadki, dzisiaj kolejny nowy, jutro będzie 10, a za trzy dni całe miasta mogą zostać objęte kwarantanną, jak we Włoszech. Zatarasowane drogi. Zamknięte urzędy, przedszkola, szkoły i sklepy, a co za tym idzie utrudnienie w dostępie do jedzenia i pomocy.

I może bym się tym koronawirusem aż tak nie martwiła, gdybym była sama. Jednak mając dzieci jest się odpowiedzialnym i za nie, więc zaczynam się zastanawiać jak uchronić je przed ewentualnym zarażeniem. Największe ryzyko dla dzieciaków jest w szkole i przedszkolu. Właśnie się okazało, że najnowsza zarażona osoba to przedszkolanka z Nadrenii. Rodzice maluchów z tamtego regionu na pewno mają teraz straszny stres 😞.

Najbardziej jednak martwi mnie mój mąż – pracuje on w delegacjach, a na weekendy zjeżdża do domu. Ma kontakt z wieloma różnymi ludźmi w ciągu dnia. Nieraz w ciągu tygodnia musi objechać połowę Niemiec, choć teraz akurat siedzi w jednym miejscu. Boję się, że to on może przywieść wirusa do domu.

Jednak uległam trochę panice i zrobiłam dzisiaj zakupy „jak na wojnę”. Bo jakby faktycznie gdzieś w pobliżu powstało ognisko tej choroby to wolałabym do minimum zredukować wychodzenie z domu. Trochę mi lżej, czuję się „przygotowana” – jeśli w ogóle można być przygotowanym… Ach, muszę jeszcze zrobić zapas karmy dla psa…

No i trochę pozytywnego myślenia

Z rzeczy pozytywnych. Cieszę się, że póki co wcześniejsze zachorowania na koronawirusa zostały bardzo szybko ogarnięte i nie rozniosły się po Niemczech. No i większość osób została z tego wyleczona. W każdym razie nie odnotowano tu jeszcze przypadków śmiertelnych. Liczę na tutejszą służbę zdrowia i cieszę się, że w tym momencie nie jestem zadana na polskie służby zdrowia.

Cieszę się też, że nie dzielę klatki schodowej, domu i podwórka z jakimiś sąsiadami. Mniejsze ryzyko infekcji. Widzicie, o jakich człowiek głupotach zaczyna myśleć, gdy zaczyna się bać?

A jak się sprawy mają waszym zdaniem?

A co wy myślicie na temat ryzyka wybuchu epidemii koronawirusa? Boicie się? Próbujecie jakoś przygotować? Wprowadziliście jakieś środki prewencyjne?

Nie jestem panikarą, ale z drugiej strony przezorny zawsze ubezpieczony 🤷🏻‍♀️

2 komentarze

Dodaj komentarz