Banner do posta pt. Poród w Niemczech - czy jest się czego bać? W tle noworodek otulony kocykiem i rękami mamy
Życie po drugiej stronie Odry

Poród w Niemczech – co warto wiedzieć?

Niedawno opisałam Wam jak wygląda prowadzenie ciąży w Niemczech. Jeśli jeszcze nie czytałaś, to zajrzyj do tego posta: Ciąża w Niemczech – czy jest się czego bać? A jeśli interesuje Cię jak wygląda poród w Niemczech i wszystko co jest z nim związane, to zapraszam serdecznie do lektury 😊

Opaska na nadgarstek dla nowonarodzonego dziecka z danymi i broszurka upamiętniająca pierwsze chwile dziecka od szpitala na pamiątkę porodu w Niemczech

Przygotowania do porodu w Niemczech

Wybór szpitala

Z rozpoczęciem trzeciego trymestru ciąży powinniśmy powoli rozejrzeć się za szpitalem w którym chcemy urodzić. Z reguły warto wybrać szpital, do którego uda nam się w razie potrzeby szybko dotrzeć. Ewentualnie jeśli chcemy mieć najlepszą opiekę i doświadczonych specjalistów, warto zasięgnąć opinii u znajomych i poczytać w internecie, które ze szpitali wyróżniają się na tym tle.

Wszystkie szpitale prowadzą dni otwarte dla ciężarnych i ich rodzin, czyli organizują specjalne spotkanie. Opowiedzą nam jakie usługi oferuje szpital, poznamy cześć personelu i obejrzymy oddział i porodówkę. Dobrze wybrać się na takie spotkanie i zapoznać ze szpitalem. Unikniecie wtedy nerwowego poszukiwania odpowiedniego oddziału w godzinie zero 😉 . A i obejrzenie sali porodowej pozwoli oswoić miejsce związane z nadchodzącym wydarzeniem.

Gdy jesteśmy już zdecydowani na konkretny szpital powinniśmy zgłosić się na około 6 tygodni przed terminem na oddział w celu poinformowania szpitala, że mogą się Was spodziewać w najbliższym czasie. Zgłaszamy się w czasie rozpoczęcia Mutterschutz, bo już od tego czasu wzrasta możliwość przedwczesnego porodu. Położna przeprowadzi z nami wywiad, sprawdzi w Mutterpass czego może się spodziewać, poinformuje o możliwych sposobach rodzenia czy możliwościach znieczulenia.

Papiery potrzebne w szpitalu

Aby w szpitalu wszystko przebiegło płynnie, musimy przygotować sobie kilka dokumentów.

Przede wszystkim zabieramy ze sobą Mutterpass, czyli książeczkę ciążową i kartę ubezpieczeniową (Versicherungskarte).

Za to po porodzie, jak już będziecie szykować się do wyjścia do domu trzeba będzie prawdopodobnie odwiedzić przyszpitalny Standesamt i zgłosić narodziny dziecka. Tak, z reguły załatwia się to w szpitalu 😏.

Potrzebne będą wasze akty urodzenia (Geburtsurkunden) w wersji międzynarodowej lub przetłumaczone na język niemiecki. Druga obowiązkowa sprawa – oczywiście dowody osobiste (Ausweis). No i trzecia rzecz – potwierdzenie zameldowania (Meldebescheinigung) nie starsze niż 3 miesiące.

Jeśli rodzice nowo narodzonego dziecka nie są małżeństwem, to warto jeszcze przed porodem załatwić sobie uznanie ojcostwa (Vaterschaftsannerkennung). W Polsce załatwia się to od ręki podczas zgłaszania narodzin dziecka w USC. W Niemczech tą sprawę załatwia Się w Jugendamt. Należy wypełnić wniosek, skompletować wymagane dokumenty i umówić termin z urzędnikiem. Na spotkanie powinni stawić się obydwoje przyszli rodzice. Urzędnik opowie o prawach i obowiązkach i wszystkich sprawach prawnych związanych z ustanowieniem ojcostwa. Potwierdzając, że rozumiecie jakie konsekwencje prawne będzie miało nadanie ojcostwa dostaniecie 3 kopie potwierdzające ojcostwo. Jedno na pewno będzie trzeba zostawić w szpitalu przy zgłaszaniu dziecka w Standesamt.

Uznanie ojcostwa można zrobić także po narodzinach dziecka. Będzie trzeba jednak odkręcać sprawę z aktem urodzenia dziecka, bo będzie tam w tym wypadku wyszczególniona tylko matka dziecka. Szkoda sobie dokładać roboty papierkowej w tym pięknym czasie, nie? 😉

Akt urodzenia dziecka powinnaś dostać pocztą, choć w przypadku dziecka obcokrajowców może to potrwać nawet do kilku tygodni. Tłumaczą to tym, że muszą wszystko dokładniej sprawdzić…

Elterngeld i Kindergeld

Jeszcze przed wyjściem do szpitala warto naszykować sobie wypełnione i skompletowane wnioski o Elterngeld (jeśli się kwalifikujesz do jego otrzymania) i Kindergeld. Uwierz mi, jest to masa papierów do wypełnienia i masa załączników do przygotowania, więc lepiej ogarnąć to jak będziesz miała czas i spokój.

Jak tylko otrzymasz akt urodzenia dziecka, który z reguły stanowi ostatni brakujący załącznik, to możesz po prostu wysłać męża na pocztę, aby wysłał komplet dokumentów do odpowiednich instytucji.

Nie będę się tutaj nad tym zbytnio rozwodzić, bo jest masa artykułów w internecie jak to pozałatwiać 😉.

Wyprawka, czyli co wziąć do szpitala

Przeważnie na stronie swojego szpitala znajdziecie takie informacje. Co dziwi Polki w tym temacie? Nie potrzebujecie w ogóle ubranek dla dzidziusia, bo zapewnia je szpital. Dopiero na wyjście potrzebny Ci będzie komplecik ubranek odpowiedni do pogody. Także środki czystości takie jak pieluszki czy chusteczki nawilżane będą dostępne w pokoju do przewijania i kąpieli malucha.

Pomyślano także o kobietach. Nie musisz pakować paczki lub dwóch wielkich podpasek poporodowych. Powinny być w szpitalu.

Choć dla pewności sprawdź listę rzeczy niezbędnych w trakcie pobytu w szpitalu podanych przez wasz szpital, bo niewykluczone, że mogą w tym temacie trafić się wyjątki. Taką listę na pewno znajdziecie na stronie internetowej waszego szpitala lub możecie zapytać o nią podczas zgłoszenia przyszłego porodu.

Żeby nie być gołosłownym, to zrobiłam zrzuty ekranu ze strony szpitala, w którym ja rodziłam z listą co należy ze sobą zabrać. Przy okazji wrzucam Wam luźne tłumaczenie tego co na obrazkach.

Rzeczy, które będą potrzebne do porodu:

Zrzut ekranu strony internetowej szpitala w którym rodziłam. Jest to list rzeczy potrzebnych do porodu.
  • balsam do ust
  • gumka do włosów przy długich włosach
  • grube skarpetki (o każdej porze roku)
  • duży ręcznik kąpielowy
  • wygodny t-shirt lub bluzka z długim rękawem
  • dobrze noszące się papcie
  • szlafrok
  • glukoza
  • słomka do napojów
  • aparat fotograficzny lub kamera
  • szampan (chętnie słodzą go na miejscu 😉)
  • rodowód rodziny (dokument który otrzymuje się w Niemczech po zawarciu związku małżeńskiego) lub akty urodzenia, gdy para nie ma ślubu
  • Mutterpass, karta ubezpieczeniowa, ewentualnie potwierdzenie przelewu (nie wiem, o co chodzi 🤷🏻‍♀️)
  • płyty CD (domyślam się, że chodzi o płyty z muzyką, jeśli życzysz sobie słuchać muzyki podczas porodu 🤔)

Osobiście ponad połowy z tych rzeczy w ogóle ze sobą nie zabrałam, moim zdaniem lista jest przesadzona. Ale może faktycznie przy przedłużającej się akcji porodowej więcej rzeczy może się przydać.

Rzeczy na oddział poporodowy:

Kolejny zrzut ekranu. Tym razem z listą rzeczy na porodówkę i listą rzeczy dostępnych na miejscu.
  • piżama lub koszula nocna, dres
  • kilka t-shirtów
  • klapki pod prysznic, ręcznik kąpielowy i do rąk
  • ewentualnie nawilżany papier toaletowy lub nawilżane chusteczki
  • potrzebna bielizna
  • 2-3 staniki do karmienia (o 2-3 rozmiary większe niż przed ciążą)
  • telefon komórkowy, ładowarka lub drobne do automatu telefonicznego
  • notes i długopis
  • zegarek
  • ewentualnie własne majtki z bawełny
  • i ewentualnie smoczek dla dzieciątka

Co zapewnia szpital:

  • wkładki do karmienia
  • podpaski
  • siateczkowe majtki jednorazowe
  • ubranka dla noworodka
  • pieluszki

Poród w Niemczech

Co trzeba wziąć ze sobą do szpitala już wiecie, to teraz może ogólnie o odczuciach z pobytu na oddziale? Na pewno chcecie się dowiedzieć 😊.

Traktowanie przez personel

Każdy Polak, który jest pierwszy raz w Niemczech zaskoczony jest tym, jak miłe są ekspedientki w sklepie, panie w urzędach czy ogólnie na ulicy. Oczywiście zdarzają sie wyjątki 😉 Ale śmiało można powiedzieć, że pierwsze wrażenie jest bardzo pozytywne.

Podobnie jest i w szpitalach. Panie położne salowe czy lekarze są tutaj można powiedzieć bardziej na luzie, bez wiecznej spiny jaką zaobserwować można w Polsce. Czuje się, że pielęgniarka przyszła pomóc a nie rządzić.

I nawet dla nie znających języka pacjentek personel wykazuje się cierpliwością i mimo wszystko stara się być pomocny. Wiadomo, że jeśli nie umiesz w ogóle niemieckiego, to dobrze mieć przy sobie zaufaną osobę, która będzie służyła pomocą przy tłumaczeniu.

A tak na marginesie dodam jeszcze o moich odczuciach o personelu. Na cały zespół położnych pracowała akurat jedna Polka. Tak się trafiło, że akurat trafiłam z porodem na jej zmianę, choć w ogóle o to nie zabiegałam. I jak inne panie położne były w porządku, tak w stosunku do niej czułam się okropnie. Właśnie taka wyczuwalna wyższość tej pani, a moje poczucie, że chyba jestem tu intruzem. Pytania typu czemu nie rodzę w Polsce, skoro mój niemiecki nie jest prefekt, czemu chcę znieczulenie skoro dwie kobietki przede mną rodziły bez, albo stwierdzenie, że skoro wzięłam znieczulenie, to teraz szybko nie urodzę. Na prośby o jakiś lek przeciwbólowy nie doczekałam się całą noc.

Powiedzcie mi, czy takie wbijanie szpilek innemu człowiekowi to taka cecha narodowa? 😔

Sala porodowa

Tu byłam bardzo miło zaskoczona. Sala porodowa sprawiała wrażenie przytulnej i cieplej. Ściany pomalowane na stonowane kolory oraz nastrojowe światło pomagające się zrelaksować. Firanki w oknach, wielka okrągła wanna do porodu w wodzie i nowoczesny, zautomatyzowany fotel porodowy.

Chcesz posłuchać swojej ulubionej muzyki, żeby się odprężyć – proszę bardzo! Aromaterapia? Czemu nie 😊. Nawet gaz rozweselający na zmniejszenie bólu.

Druga salka porodowa była oddzielona od pierwszej pokoikiem położnych, który był przechodni. Zapewniało to prywatność, nawet jak odbywały się dwa porody jednocześnie.

Bez zbędnej bieganiny, bez stania cały czas mnóstwa ludzi nad głową. Porodówka była na osobnym korytarzu, gdzie nie wolno było sobie chodzić pacjentom i odwiedzającym ot tak. Cisza i spokój.

Moje wspomnienia z porodu w Polsce są totalnym przeciwieństwem tego, co doświadczyłam w Niemczech. Wielka biała sala z rażącymi jarzeniówkami, każą leżeć na niewygodnym łóżku, choć leżenie to ostatnia komfortowa pozycja i całe mnóstwo personelu przetaczające się z korytarza do sali i z powrotem. Pielęgniarka z noworodkowego, pielęgniarka, która przejmuje opiekę nad rodzącą po porodzie, dwie położne, lekarz, który co chwilę wpadał zobaczyć jak idzie no i pielęgniarki ze zmiany, które też wpadały zobaczyć, co tam ciekawego się szykuje. Gapie z korytarza zaglądają przez ramię pielęgniarkom, jak te wchodzą i wychodzą, a łóżko stoi na przeciwko gołego okna. Dobrze, że to jednak 2 piętro było i raczej nikt nic nie widział… Poza tym zawsze można liczyć na towarzystwo drugiej rodzącej zaraz za parawanem, bo sala jest tylko jedna. Nie ma to jak rodzić ramię w ramię. A i jeszcze w towarzystwie czyjegoś męża, jak ktoś zainwestuje w poród rodzinny…

Poród rodzinny czyli tatuś w centrum akcji

Porody rodzinne cieszą się z roku na rok coraz większą popularnością. Szkoda, że w wielu polskich szpitalach taka praktyka wciąż sporo kosztuje. W Niemczech wydaje mi się, że poród rodzinny jest standardem. Nikt nie pytał zbytnio za wczasu czy będzie ze mną jeszcze ktoś, czy to mama, siostra, przyjaciółka czy mąż/partner. Na kursach przedporodowych wręcz zachęcają partnera do wsparcia swojej partnerki w tym czasie.

W dodatku jest to usługa całkowicie bezpłatna.

Ja na początku byłam sceptyczna do porodu rodzinnego, i chyba dopiero na dwa miesiące przed zmieniłam w tym temacie zdanie. I cieszę się z tego powodu ☺️ Tatuś czy inna osoba towarzysząca w trakcie samej akcji ma polecenie siedzieć za plecami , czy bardziej z boku, a nie pałętać się „od frontu”. To takie emocje, fajnie się nimi podzielić z drugą połówką ❤️.

Jedzenie

Tak, temat wyżywienia w polskich szpitalach budzi skrajne emocje w większości społeczeństwa. Żałuję, że nie zrobiłam żadnych zdjęć jak to wyglądało. Ale zawsze można opowiedzieć.

Śniadania i kolacje nie są podawane do łóżka, ale wystawiane w kantynie w postaci szwedzkiego stołu. Mała kantyna przypadająca tylko na ten oddział. W wyznaczonych godzinach wystarczyło udać się tam i poczęstować tym, na co miało się ochotę. Świeże, chrupiące pieczywo, dodatki do kanapek od warzyw przez szynki po dżemy. Płatki z mlekiem lub jogurt? Proszę bardzo! Do tego kawa, herbata lub sok czy woda. Wszystko na miejscu.

Co zrobić w tym czasie z dzidziusiem? Wziąć ze sobą do kantyny 😊. Każda mama miała takie fajne łóżeczko na kółkach z baldachimem, więc spokojnie można było zaparkować sobie łóżeczko obok stolika i zjeść.

Podejrzewam, że panie po cesarce dostawały posiłki do pokoju, albo tatuś donosił z kantyny.

Trochę inaczej sprawa wyglądała z obiadem. Rano przychodziła pani zapytać pacjentki, które danie zamawiają na obiad spośród dwóch czy trzech do wyboru. Posiłek był podawany do pokoju, w tym była zupa, drugie danie i coś na deser. Po skończeniu posiłku odnosiło się tackę z talerzami i sztućcami do kontenera na korytarzu. Lub zabierała je salowa.

Salki i łazienka na oddziale położnym

W szpitalach niemieckich istnieje możliwość „wynajęcia” sobie na czas pobytu w szpitalu salki tylko dla nas. I wtedy nawet tatuś ma możliwość nocowania w szpitalu. Za takie luksusy trzeba jednak dopłacić.

Standardowe salki są dwu- lub trzyosobowe. Przepraszam, z noworodkami to x2 😜. I trzeba się liczyć z tym, że może być tłoczno.

Ja trafiłam na salkę trzyosobową, na szczęście miałam tylko jedną sąsiadkę w tym czasie, trzecie łóżko było wolne. Mimo to mąż sąsiadki był od rana do wieczora obecny. Czyli, można powiedzieć, że zero prywatności. Nawet popołudniową drzemkę ucięli sobie razem 😁. Ale ok, z drugiej strony patrząc fajnie, że tata się tak angażuje. Mój A. ma za duże ADHD i by po prostu nie wysiedział tyle czasu spokojnie w szpitalnej salce 😏.

Sala, w której przebywałam po porodzie.
Niestety będąc w szpitalu nie sądziłam, że kiedyś będę potrzebować zdjęcia z mojej salki. I to jest jedyne zdjęcie jakie mam – na moim łóżku mój A.

Dopiero ostatniego dnia, kiedy już zbierałam się do opuszczenia szpitala, a mojej sąsiadki już nie było, dorzucili do pokoju nową pacjentkę. Pochodzenia tureckiego. Po godzinie miałam dość i cieszyłam się, że zaraz wychodzę. Drzwi otwierały się z częstotliwością co 3 minuty. Trzech – czterech gości przy stoliku non stop, w pewnym momencie krzeseł zabrakło, to młodzież siedziała nawet na parapecie. I w gościach głównie sami faceci. Znudzeni, patrzący przed siebie lub w telefon.

Tak więc nigdy nie wiesz, jaki współlokator Ci się trafi w pokoju…

Wracając do samych pokoi. Trzy łóżka, trzy szafy, dla każdej z pacjentek, stół i krzesła dla gości. Oczywiście szafki przy łóżku i łóżko dla dzidziusia. Poza tym kącik z umywalką i zadałem środków higienicznych oraz drzwi do łazieneczce. Jedna taka łazienka przypadała na dwa pokoje, a każdy pokój miał do niej swoje wejście. Tam oczywiście WC i prysznic.

Jak przebiegł mój poród?

Ostatnie dni przed godziną zero

Moje ciąże zawsze są przeszone. Pierwsza córka urodziła się 10 dni po terminie, nawet dwa razy próbowali wywołać poród. Druga czekała tylko tydzień dłużej. Trzy dni po terminie odwiedziłam jeszcze mojego ginekologa na kontrolę i EKG serduszka dziecka. Pani doktor kazała mi udać się do szpitala za trzy dni jeśli poród sam się nie zacznie.

Byłam przekonana, że powtórzy się sytuacja z pierwszej ciąży. Wizyta na porodówce i wywoływanie oksytocyną. Szczęśliwie dzień przed od rana zaczęły się regularne, ale całkiem do zniesienia bóle. Tak więc zrobiłam obiad, nakarmiłam rodzinę i koło godziny 16 A. odwiózł mnie do szpitala. Skurcze średnio co 15 minut.

Przyjęcie do szpitala

Pierwsze kroki skierowaliśmy do recepcji. Karta ubezpieczeniowa poszła w ruch, i recepcjonista telefonicznie zapowiedział nasze przybycie na oddziale. Udaliśmy się w jego kierunku.

Na oddział wpuściła nas wspomniana wyżej polska położna. I ochrzaniła, że używamy nie tego wejścia. Choć na spotkaniu otwartym wyraźnie wskazano nam to wejście.

Potem oczywiście USG przeprowadzone przez lekarza z oceną ułożenia dziecka i oszacowaniem jego masy. Wyliczyli mi standardową masę 3600 g. Sprawdzili rozwarcie i kazali udać się na EKG.

Chwilowy zastój

Po tych formalnościach zaprowadzili nas na do mojej salki. Miałam czas się rozpakować i coś zjeść. Kazali wrócić, jak bóle przybiorą na sile. Myślałam, że jak już mam bóle co 8-10 minut to pójdzie migiem i jeszcze przed nocą będę miała poród za sobą. Wcale, że nie 😒

Posiedzieliśmy w salce, ponudziliśmy się i wieczorem odesłałam mojego A. do domu ogarnąć młodszą córkę i siebie. Ustaliliśmy, że jak się zacznie coś dziać, to po niego zadzwonię. Aby dotrzeć do szpitala potrzebował niecałe 15 minut.

Spróbowałam się przespać. Jednak koło północy nie byłam w stanie już leżeć usiadłam i próbowałam przetrwać nasilające się bóle. W końcu stwierdziłam, że chyba jednak czas zajść na salę porodową.

Nadszedł mój czas

Jak znalazłam tą polską położną, to widać nie była za bardzo zadowolona, że jej przeszkadzam. Zgłosiłam w czym problem, a ta powiedziała mi, że muszę czekać, bo już ma obie sale zajęte przez inne rodzące. Wysłała mnie do pokoiku-poczekalni, gdzie podpięła mnie znów pod EKG. Dwie godziny z tym siedziałam zwijając się z bólu. Wpadała tylko co pół godziny sprawdzić EKG, i kwitując moje jęki tym, że sama chciałam. Na prośby o coś co by mi choć trochę ulżyło bóle odpowiadała, że muszę poczekać. Tiaaa…

A miałam takie cudowne plany na poród – gaz rozweselający lub skorzystanie z tej wanny, aby uśmierzyć ból. Niestety całą noc spędziłam w tym małym pokoiku na niewygodnej kanapie prosząc się o coś przeciwbólowego.

W końcu na sali porodowej!

Około 5 rano położna przyszła po mnie. Ofukneła mnie, czemu jeszcze mojego partnera tu nie ma i zaprowadziła na salkę porodową. Obie już były puste. Zadzwoniłam po A. i znów podpięli mnie pod EKG.

Znieczulenie

Zwijałam się z potężnego bólu, zmęczona po nieprzespanej nocy. Rozwarcie prawie maksymalne, więc pytam co z tym znieczuleniem zewnątrzoponowym. Położna zrobiła wielkie oczy i stwierdziła po co mi to znieczulenie, skoro tamte dwie panie urodziły bez znieczulenia. Tak, słyszałam bardzo dobrze jak krzyczały.

Powiedziałam, że kiedyś rodziłam z tym znieczuleniem i teraz też chcę. Bo naprawdę działa. Bo mi sporo ulżyło. Z niechęcią zadzwoniła po anastezjologa.

Znieczulenie zewnątrzoponowe w trakcie porodu oferują wszystkie szpitale w Niemczech. Ich koszt zależy od tego w jakiej kasie chorych płacicie składki ubezpieczenia zdrowotnego. Najpopularniejsze kasy chorych, czyli tzw. Krankenkasse pokrywają koszt znieczulenia w 100%. Tak było i w moim przypadku.

W międzyczasie przyjechał mój partner. Ja już zlana potem, blada, momentami odpływałam przy kolejnych skurczach. Pojawił się i anastezjolog z asystentem. Za kilka minut znieczulenie zaczęło powoli działać. Położna stwierdziła, że teraz szybko nie urodzę i będę się męczyć. Było ok. 5.30.

Krótka drzemka

Zaczęło mi się nagle robić błogo. Każdy kolejny skurcz był coraz mniej odczuwalny. Zasnęłam. Z pełnym rozwarciem, w trakcie porodu!

Za 10 minut budzi mnie A. i mówi, że miałam rodzić a nie spać! Ale mi te 10 minut snu pomogło! Naładowałam bateryjki, bez bólu mogłam znów jasno myśleć. No to do dzieła!

Zwrot akcji…

Jednocześnie zaczęły schodzić się inne położne. W końcu o 6 nowa zmiana. Małe zamieszanie w pokoju obok przy przekazaniu obowiązków, a ja wzięłam się do roboty.

Czułam skurcze tylko poprzez lekkie napinanie się uda prawej nogi. Przyszedł pierwszy skurcz – prę. Nic. Za plecami zamieszanie w pokoju położnych. Dobra czekam na kolejny w międzyczasie żartując o czymś z moim A. Następny skurcz – prę. I nagle poczułam jak się wszystko we mnie przesunęło. Mówię do A., że chyba główkę już widać. On na to „nie żartuj!”. Na to wchodzi do pokoju położna z nowej zmiany, bierze coś z szafki, obraca się przodem do mnie i zaskoczona krzyczy do reszty: „Widać główkę!”. Wszystkie się zaraz zleciały, a najlepsza była zdziwiona mina polskiej położnej. Takiego obrotu sprawy się chyba nie spodziewała 😆.

…i szczęśliwe rozwiązanie 😁

W końcu zajęli się mną jak należy. I za paręnaście minut i kilka skurczy dalej maleńka była już z nami. Lekarka dała jeszcze kilkanaście minut na przecięcie pępowiny. Honory uczynił A. 😊 Maleńka została zabrana ode mnie tylko na trzy minuty pomiarów, pierwszą w życiu fotkę i odbicie stópek 👣. Tak to cały czas była przy mnie. I podczas porodu łożyska i podczas szycia.

Pamiątka porodu w niemieckim szpitalu
Taką pamiątkę z pierwszych chwil życia córki zapewnił nam szpital ❤️

Po porodzie

Kolejna strona broszurki z upamiętnieniem pierwszych chwil po porodzie
Pierwszy odcisk stópek maleństwa wykonany parę minut po porodzie

Po wszystkim przewieźli nas do pokoju przejściowego. Mała spała smacznie skóra do skóry, ja też się zdrzemnęłam. Po godzinie czy dwóch – nie pamiętam – przewieźli nas do naszej salki. Pielęgniarki zabrały mi chyba małą na chwilę, żeby ją ubrać i zawinąć w pampersa, może A. poszedł z nimi – totalnie nie pamiętam. A. przyniósł mi pyszne śniadanie i pojechał do domu się przespać. Tak jak i my zresztą – musiałyśmy odespać ciężką noc.

I po strachu – wyjście do domu

Po zamknięciu trzeciej doby od godziny urodzenia, jeśli wszystko jest ok, to można udać się do domu. Wypis wyprzedzają jeszcze badania ginekologiczne i kontrola poporodowa. Oraz zgłoszenie maleńkiego nowego człowieka w przyszpitalnym Standesamt.

W końcu możesz ubrać synka lub córeczkę w naszykowane maleńkie ciuszki, zapakować w fotelik samochodowy lub wózek iii… udać się do domu 😊.

Hebamme

Jeśli nie czujesz się pewnie w temacie przygotowań do porodu, a po urodzeniu dziecka sen z powiek ściąga Ci pielęgnacja noworodka, to możesz ubiegać się o pomoc Hebamme.

Jest to położna, która odwiedzi Cię w domu, opowie jak wygląda poród, czy jak opiekować się maleńkim dzieckiem, sprawdzi jak sobie radzisz z nowymi obowiązkami i pokaże, jak np. prawidłowo kąpać dzidziusia. Pokaże jak prawidłowo przystawić maleństwo do piersi i odpowie na masę pytań rozwiewając Twoje wątpliwości.

O Hebamme najlepiej zacząć ubiegać się w okolicach 5-6 miesiąca ciąży, bo w rejonach gęsto zaludnionych często mają ustalone terminy już na te kilka miesięcy do przodu.

Jeśli jednak nie jest to twój pierwszy poród, albo masz na tyle dobre wsparcie rodziny i wystarczającą wiedzę odnośnie pierwszych chwil życia dziecka i jego potrzeb możesz śmiało zrezygnować z usług Hebamme.

Ponieważ Kamilka to moje drugie dziecko, wydawało mi się, że mam już na tyle doświadczenia, że nie potrzebuję spotkań z Hebamme. W razie wątpliwości zawsze mogłam też zadzwonić do mojej mamy skonsultować wątpliwości, czy poszukać w Internecie odpowiedzi na nurtujące mnie pytania.


Jeśli macie jeszcze jakieś pytania odnośnie porodu w Niemczech to piszcie śmiało 😊. A jeśli też rodziłyście w Niemczech i macie inne doświadczenia to też się nimi podzielcie w komentarzach!

Pamiętam jak ja szukałam kogoś, kto mógłby mi opowiedzieć o porodzie w Niemczech i jak ciężko było mi znaleźć 😉.

Tymczasem trzymajcie się i pamiętajcie:

Nie ma się czego bać!

Dodaj komentarz