Ogarniamy kilogramy

Dieta – ciąg dalszy… ale inny

Witajcie!

Trochę mnie tutaj nie było, ale nie obrażajcie się, bo mam po prostu za dużo ostatnio na głowie – prawie co weekend wyjazdy 400 km od domu, tam na intensywnych obrotach remont, potem powrót do domu, poniedziałki odetchnięcie a reszta tygodnia na ogarnianie domu i dzieci, tak więc czasu raczej brak.

Właśnie z powodu remontów i ostatniego zabiegania przerwałam moją dietę po 6 tygodniach, brakowało mi czasu, jak i często możliwości, żeby ugotować dania typowo keto, a i w drodze ciężko jest o zjedzenie na szybko czegoś bez węgli ;(

Jednakże staram się jak mogę ograniczać węgle pochodzące ze zbóż, czyli pieczywo, ciasta, makarony jak i typowe słodycze (choć przyznam się, że czasami się złamię i wciągnę cukierka czy gałkę lodów w upał na spacerze). Najgorsze jednak są te wyjazdy, bo cały dzień robiąc w gruzie i dźwigając ciężary naprawdę nie myśli się o przygotowaniu czegoś zdrowego, tylko po prostu krzyczy się „jeść!” i biegnie do pizzerii (a mamy świetną pizzę w lokalu pod domem…).

W tym roku tak mało jeszcze nie było! 30 maj 2019 – 86,2 kg!

Strasznie bałam się, że po zaniechaniu diety kilogramy szybko poszybują w górę i znów wejdę na ponad 90 kg, na szczęście waga wciąż trzyma się w miejscu z małymi wahaniami oczywiście. Ba! Nawet ostatnio waga pokazała mi wynik 86,2 kg 🙂

Czy wrócę kiedyś do diety stricte ketogenicznej?

Myślę, że tak, jak moje życie się trochę unormuje, dzieci pójdą do szkoły i przedszkola (odpadnie robienie podwójnych obiadów) i skończą się wakacje tak kuszące lodami, sezonowymi owocami i grillami. Czyli myślę, że we wrześniu powrót do keto, na razie low-carb bez liczenia, za to z świadomym pomijaniem wysokowęglowego jedzenia.

 

Dodaj komentarz