Życie po drugiej stronie Odry,  Takie tam gadanie

Kwarantanna tydzień 3. Zwierzenia maDki

Choć bardzo daleko mi do typowej maDki Karyny, to moje narzekania z pewnością podchodzą pod ten stereotyp. Tak więc pozwolę sobie na ponarzekanie w stylu maDki. Na problemy pierwszego świata. Temat koronawirusa zostawiając w spokoju. Już dostatecznie dużo zostało powiedziane na ten temat. Czas zająć się swoim zdrowiem. Psychicznym. Tak więc: kwarantanna – tydzień trzeci – zwierzenia. Albo raczej narzekania.

Małe tęsknoty

Trzeci tydzień zamknięcia ze znudzonym dwulatkiem i opornym na robienie cotygodniowych zadań domowych 9-latkiem zaczyna się negatywnie odciskać na mojej lubiącej skoncentrować się psychice. Nawet teraz, gdy piszę te słowa moja wena została przerwana pośpiesznym sadzaniem na nocnik na widok poczerwieniałej od ciśnienia twarzy mojej dwulatki… Zresztą w między czasie zanim skończyłam pisać ten post zrobiłam pierdyliard innych mało istotnych rzeczy. Półtorej doby na te kilka akapitów potrzebowałam. Tęsknię za możliwością skupienia się na czymś dłużej niż przez 2 minuty…

Przeszliśmy ostatnio już szturm na wszystkie szafki w kuchni – przegląd narzędzi kuchennych i sprawdzenie zawartości zapasów… Był już rowerek w mieszkaniu, obecnie jesteśmy na etapie obozowiska w salonie. Namiot opanował połowę powierzchni. Nad bałaganem nie panuję, pranie się piętrzy, a ja mam ochotę schować się na cały dzień pod kołdrą i udawać, że mnie nie ma.Nad bałaganem nie panuję, pranie się piętrzy, a ja mam ochotę schować się na cały dzień pod kołdrą i udawać, że mnie nie ma. Po prostu ostatnio dbam, aby nie nie było gorzej. Tęsknię za porządkiem…

Jak myślę o nadchodzącej kolejnej porze posiłku to mnie skręca, bo ledwo co wyszłam z kuchni po ogarnięciu poprzedniego jedzenia. Stoisz godzinę lub dwie przy garach a wesoła gromadka pokręci nosem a za chwilę wola o coś innego do jedzenia. Tęsknię za posiłkami w szkole o przedszkolu…

Młodsza pociecha już się nauczyła twardo walczyć o swoje i to na zasadzie okropnego pisku. Ostatnimi czasy w moim domu panuje krzyk. Jak mi się uda, to zagłuszam go muzyką. Ale to niestety rozwiązanie tylko na moment. Aż znów się dziecko nie pośliźnie na podłodze i nabije guza. Lub kłótnie o zabawki, o to że jedna na drugą patrzy lub że pies zjadł zgubionego paluszka z podłogi. Wszystko jest świetnym powodem do wrzasku. Tęsknię za ciszą…

A najgorsze w tym wszystkim jest to, że miesiąc temu odstawiliśmy smoczka i od tej pory popołudniowa drzemka nie wchodzi w grę. Zasypianie na noc też nie należy do najłatwiejszych. Razem z drzemką najmłodszej straciłam możliwość na jakąkolwiek mentalną pauzę. Wieczorem to po prostu marzę o położeniu się spać. Wszelki entuzjazm i chęć zrobienia czegoś kreatywnego o tej porze mnie opuszcza…
I tęsknię za możliwością przebywania tylko ze sobą…

Grzechy ciężkie

A najbardziej męczy mnie w tym wszystkim to, że teraz wszystkie kobiety z dzieciakami na kwarantannie publicznie wszem i wobec starają się ukazać, jakimi to są mamami roku. Ja jestem złą madką. Nie chce mi się codziennie piec ciasteczek dla dzieciaczków i szarlotki dla męża. Nie chce mi się układać z dzieciakami klocków i robić wycinanki. I nie chce mi się wymyślać zabaw rozwijających wyobraźnię i pomagających odkryć dzieciom ich pokłady kreatywności. Bo mnie to cholernie nudzi.

I właśnie dlatego taka ze mnie maDka. Bo najlepiej żeby dzieci się same sobą zajmowały. Niech są, niech się gdzieś tu obok kręcą, ale niech nie przeszkadzają. Choć przez dwie godziny dziennie! Proszę…

A wieści nie nastrajają pozytywnie. Ograniczenia w wychodzeniu z domu – Ausgangbeschränkung – zostały przedłużone. I to aż do 20 kwietnia, czyli kolejne trzy tygodnie. Przedszkole i szkoła też ruszają w tym terminie (oby!).

W poszukiwaniu dobrego nastawienia na kwarantannie

Wczoraj po jednodniowej załamie i przesiedzeniu w łóżku wrzuciłam już na luz. I żeby się nie denerwować od rana popijam melisę. Miesiąc temu zrobiłam zapas tych cudownych ziółek. Czułam, że ciężkie czasy idą.

Tak więc kto ze mną w #melisateam?

I jedyne moje życzenie do tej całej pandemii było by takie, aby przyszła nie teraz a za jakieś dwa-trzy lata. I dwulatek byłby już starszy i ogród zrobiony, więc przyjemniej byłoby spędzić czas na świeżym powietrzu. A tak kicha i męczarnia!


Kochani! Tak w ramach ścisłości – na żadnej prawdziwej kwarantannie nie jestem, ale ostatni czas naprawdę nie przynosi żadnego innego dobrze pasującego tu słowa. Chyba, że wiezienie, areszt czy szlaban, ale w dzisiejszych czasach chyba jednak wszyscy chcemy czy nie chcemy to czujemy się jak na przymusowej kwarantannie…

Zdrówka! I tego fizycznego, No i psychicznego przede wszystkim!

Dodaj komentarz