Dla ciała,  Kosmetyki

Kwasy The Ordinary – subiektywna opinia

Minął już ponad miesiąc odkąd zaczęłam stosować kwasy marki The Ordinary i myślę, że nadszedł już czas na moją czysto subiektywną opinię

Kosmetyki stosowałam codziennie na wieczór, standardowo codziennie tonik z kwasem glikolowym, poza dniami, kiedy w użyciu był peeling lub kwas mlekowy, które stosowałam raz w tygodniu.

Pierwsze zauważalne efekty

Już po tygodniu stosowania zniknęły czarne zaskórniki z grzbietu mojego nosa! Skóra na nosie jest najcieńsza, a zaskórników stosunkowo dużo, więc szybko rzucają się w oczy, szzeglólnie bez makijażu. Oczywiście pory nadal są, ale już bez tej paskudnej czarnej zawartości

Po kolejnym tygodniu-dwóch zniknęły także wszystkie wypryski czy „żyjące” niedoskonałości – czerwone miejsca wyjaśniały i wygładziły się.

Jeśli chodzi o grudki w głębszych warstwach skóry, a te dokuczają mi szczególnie na kościach jarzmowych, to w tej sprawie już troszkę gorzej – ich obecność nadal jest widoczna, choć wydaje mi się, że jest ich zdecydowanie mniej, a te najbardziej wypasione chyba trochę zmalały.

Przebarwienia – miałam dwie plamki w okolicy kości jarzmowej właśnie – i w sumie nadal są – ani się ostatnio nie powiększyły, ani nie zmalały, ale na ten problem nada się raczej witamina C zamiast kwasów.

Kwasy stosujemy po demakijażu i na dokładnie oczyszczoną skórę twarzy. Po kwasach stosujemy kremy łagodzące i nawilżające, aby przynieść skórze ulgę i zapobiec przesuszeniu.

Peeling Solution AHA 30% + BHA 2%

Z tego prduktu korzystam najrzadziej – bo i jego używanie jest najbardziej uciążliwe – maseczka początkowo szczypie, mnie szczególnie na szyi, gdzie też nakładam cieniutką warstwę, ale wydaje mi się, że to z powodu, że tam skóra nie jest jeszcze tak przyzwyczajona do stosowania różnych kodmerycznych specyfików 🙂

Efekt: ładnie oczyszczona skóra, choć dla mnie brak efektu „wow„, może dlatego, że po zastosowaniu żelu do oczyszczania twarzy z węglem od Garniera moja skóra jest zdecydowabie przyjemniejsza, a przede wszystkim gładsza w dotyku. W każdym razie, tak jak pisałam, czarne pory zniknęły i wydaje mi się, że jest do głównie zasługa tego produktu.

Kwas mlekowy 10% z HA

Ten produkt lubię najbardziej nie szczypie, nie powoduje podrażnień, a doskonale nawilża. Jego nakładanie w porównaniu do reszty podiadanych przeze mnie kosmetyków z serii The Ordinary jest czystą przyjemnością, serum (jeśli można to tak nazwać ) ma przyjemną, troszkę bardziej gęstą konsystencję, no i nie daje po nosie nieprzyjemnym zapachem bo jej zapach jest praktycznie niewyczuwalny.

Tonik glikolowy 7%

Mimo niższego stężenia niż w kwasie mlekowym, jest zdecydowanie bardziej agresywny w odczuciu. Jeszcze kilka minut po aplikacji twarz potrafi lekko szczypać, nawet po nałożeniu parę minut później kremu. Bardzo wodnisty, no i ten zapach… bardzo specyficzny, i jeśli ktoś miał już doczynienia z kwasami owocowymi od BingoSpa, to zapach jest bardzo podobny i przypomina sfermentowane owoce.

Niestety nie da się go rozprowadzić na twarzy samymi palcami, bo jest za rzadki, więc mam wrażenie, że dużo produktu marnuje się wsiąkając w wacik

Mineralny filtr UV SPF 30 z antyoksydantami

Do tej pory poza opalaniem się w lecie raczej nigdy nie stosowałam filtrów przeciwsłonecznych. Jeśli jakiś podkład miał filtr to fajnie, a jak nie miał, to mówiłam, że trudno. Więc raczej ochrona przed UV była u mnie przypadkowa. Jednak po ostatniej wtopie z kwasami sprzed paru lat stwierdzam, że krem z filtrem to podstawa przy stosowaniu kwasów.

Jak sprawdza się filtr UV od The Ordinary? Póki co nie mam zastrzeżeń, mimo czestego przebywania na słońcu nie zaobserwowałam zadnych nowych przebarwień. Konsystencja filtra jest gęsta, ale mimo to łatwo się rozprowadza. Jedyne, co dziwnego zaobserwowałam, to to, że skóra staje się mocno czerwona podczas rozsmarowywania filtra keśli kładę go bezpośrednio na skórę, bez podkładu z kremu. Jednak efekt ten znika po 30-60 sekundach, nie szczypie ani nie daje uczucia ciepła w tym czasie po aplikacji trzeba też odczekać 2-3 minutki, aż wchłonie się białe zabarwienie.

Na minus jest zawartość silikonów (m.in. Dimethicone), które postanowiłam ograniczać w moich kosmetykach.

Jednak póki co, to jestem zadowolona z tego kosmetyku, jednak na przyszłość będę poszukiwała kremu na dzień z wysokim filtrem, bo jednak męczy mnie nakładanie rano tylu warstw różnych kosmetyków.

Podsumowanie

Seria kwasów jest jak najbardziej warta wypróbowania, szczególnie za tak niską cenę w stosunku do oferowanych stężeń. Teraz szykuję się do zakupu kosmetyków z retinolem tej marki, aby uzupełnić swoją pielęgnację w coś, co wspomoże odbudowę skóry

Ocena: 4/5. Polecam z czystym sumieniem 🙂

Dla ułatwienia, żebyś nie szukała: najbezpieczniej kosmetyki marki The Ordinary kupisz bezpośrednio u producenta na tej stronie

A jeśli masz ochotę dowiedzieć się na temat innych kosmetyków związanych z pielęgancją zajrzyj też tutaj

Możliwość komentowania Kwasy The Ordinary – subiektywna opinia została wyłączona