O mnie

To ja Shatterfly – poznajmy się :)

Cześć! Tu Shatterfly!

Pierwsze posty zaczęłam tak z grubej „rury”, a to wszystko pod wpływem chwili, dość szczególnej, bo przełomu roku 🙂 Skoro było już o postanowieniach noworocznych, to teraz chciałabym, abyście mogli poznać mnie troszkę bliżej.

Stan na styczeń 2019

Od czego by tu zacząć… To może od najprostszych spraw – mam już 31 lat (Jezu!!!) i z powodu urodzenia ponad rok temu drugiej córki cierpię z powodu dodatkowych kilogramów. A co za tym idzie, towarzyszą temu stany depresyjne, znudzenie życiem (bo niestety nie mam jak iść do pracy) i ogólny spadek motywacji do czegokolwiek. Pewnie niejedna z kobitek zna te uczucie aż nadto dobrze. Żeby trochę się oderwać od rutyny życia i zmobilizować do czegoś więcej postanowiłam zacząć blogować. Będę miała motywację, żeby zrobić coś ciekawego, o czym będę mogła się z Wami tutaj podzielić.

W wolnym czasie

Czas próbuję sobie ostatnio zająć różnymi zainteresowaniami, byleby mój mózg wyszedł sobie poza obowiązki domowe. Przy małym dziecku niestety mam bardzo ograniczoną mobilność, a czas spędzony w samotności praktycznie ograniczony jest do zera. Więc i moje ostatnie zainteresowania są ostatnio ograniczone do zdobywania wiedzy w sposób statyczny jak czytanie, czy oglądanie YouTuba… Odkąd urodziłam, to przez moje zainteresowania przewinęła się całkiem długa lista:

  • akwarystyka – piękne akwarium mam, drugie niestety się rozszczelniło, ale też miało niezłą aranżację ;P, może kiedyś się pochwałę
  • czytanie książek – które praktykuję od zawsze, tylko ze zmienną intensywnością;
  • robienie na drutach – w końcu się nauczyłam najprostszy ścieg. Udało mi się nawet starszej córce zrobić szalik, z czego jestem bardzo dumna, a w planach mam rozszerzenie umiejętności;
  • grafika komputerowa – zaprzyjaźniam się z Photoshopem i Kritą;
  • rysunek – okazało się, że nawet to wygląda, choć przyznam, że lecę od podstaw. Chcę się jeszcze zaprzyjaźnić z akwarelami, których nienawidziłam jako dziecko;
  • w tym roku i kolejnych przyjdzie jeszcze pewnie dekorator wnętrz hihi, jak i spec remontowy, ale to już w późniejszym czasie

Teraz znów sobie ponarzekam

Poza tym, tak jak pisałam wyżej, mam dwie córki, jedna w wieku 8 lat, druga już roczek i dwa miesiące. Mój Mąż niestety z powodu pracy i podjętych przez nas projektów jest bardzo dużo poza domem, dlatego większość czasu spędzam sama z dziećmi. W mojej miejscowości nie znam za dużo osób, bo wprowadziliśmy się tutaj niecały rok temu. W dodatku mieszkamy w „dzielnicy” industrialnej, przez co cierpimy na bardzo małą ilość sąsiadów i niefajną infrastrukturę. Ogólnie mówiąc, mamy wszędzie daleko, co nie zachęca do wychodzenia na spacery (między tymi tirami i ciężkim sprzętem). I co tu dużo ukrywać, siedzę sobie w domu i się spasłam, bo jeść lubię, a w dodatku całkiem smacznie gotuję .

Co mnie ostatnio martwi i spać nie daje, czyli kłopoty z nadwagą

Po urodzeniu pierwszej córki też miałam duże problemy z wagą. Wzięłam się za siebie w końcu po 3 (!!!) latach i udało mi się w tamtym czasie schudnąć z 84 kilo, które było w najgorszym momencie, do 70 kg równo za rok. Pomogła Ewa Chodakowska, Mel B i regularne bieganie, ograniczenie alkoholu oraz w miarę zdrowe odżywianie. Ale przede wszystkim właśnie ruszenie tyłka. Odrobiłam kilogramy, odzyskałam kondycję, poprawiłam swoją postawę i poczułam się w końcu znów atrakcyjna. A przede wszystkim chętniej podejmowałam różne aktywności, a przede wszystkim obowiązki domowe.

W między czasie z powodu okropnych stresów i różnych zawirowań życiowych, zeszłam z wagą aż do 65 kilogramów w „najchudszym” momencie. Nie wyglądałam wtedy jednak zdrowo i korzystnie, raczej żylaście i trochę anorektycznie. Jak tylko moje sprawy zaczęły się układać, a ja weszłam w stabilizację, to waga znów zaczęła odbijać w górę. Nawet chwilę przed zajściem w ciążę wykupiłam sobie karnet na siłownię, ze strachu, żeby znów się nie zapuścić, no ale po trzech miesiącach musiałam to zostawić. Praca fizyczna na cały etat i jeszcze siłownia w trakcie ciąży nie wydawały mi się dobrym pomysłem.

Teraz, 14 miesięcy po porodzie, ważę 96 kilogramów (!!!), i choć nie czuję się nie wiadomo jak słaba fizycznie (za pierwszym razem było dużo gorzej), to zapuściłam się. Nie sądziłam, że efekt jo-jo da mi się aż tak bardzo we znaki.

Cała moja historia prosto z Endomondo 😉

Jeżeli też przeżywaliście podobne problemy to proszę podpowiecie mi w komentarzach, jak Wam udało się schudnąć 🙂

Podziekowania

Jeśli wytrwał ktoś do końca tego wpisu to dziękuję i gratuluję wytrwałości. Trochę musiałam ponarzekać, ale wyrzucone z siebie już tak nie ciąży . A skoro balast zrzucony to teraz czas zakasać rękawy i wziąć się za siebie.


Chcesz może poczytać o moich postanowieniach noworocznych na rok 2019? Zerknij tu

A jak mnie tu czytasz to zostaw komentarz z kilkoma zdaniami o sobie, chętnie poznam i Was!

Dodaj komentarz