Dla ciała,  Kosmetyki

W poszukiwaniu mydła idealnego (naturalnego)… cz. 1.

Mydłem w kostce nie myłam się od… żeby nie skłamać… około 15-20 lat. Tak się pewnego razu utarło u mnie w domu, że mydło w kostce to jest zło, bo

zostawia paskudny osad na umywalce i wannie, a żele pod prysznic i mydła w płynie nie stwarzały tego problemu i robiły się już ogólnodostępne w sklepach. Mama zarządziła, ja jako podrośnięte dziecko przyjęłam do wiadomości i tak mi się utarło do dziś.

Przez pierwsze lata używaliśmy żeli i mydeł niskobudżetowych, zresztą do dzisiaj mydło do rąk kupuję najzwyklejsze w opakowaniu uzupełniającym z Lidla. Jednak dość szybko zauważyłam, że moja skóra na ciele w porównaniu do skóry twarzy jest dość sucha, szorstka lub pokryta krostkami. Golenie czy depilacja nóg zawsze kończy się brzydkimi zaczerwienionymi punktami, a skóra na piszczelach zawsze wygląda na przesuszoną. Stwierdziłam, że to wina tych tanich żeli pod prysznic i przerzuciłam się na te z „wyższej” półki.

I życie, jak to życie – odciągnęło moją uwagę od tego problemu typowymi sprawami, pracą, obowiązkami domowymi, dziećmi itd. A ja z przyzwyczajenia używam dalej tych żeli, będąc w drogerii zawsze staram się wybrać jakiś dodatkowo nawilżający, i tak przewinęły się przez moją łazienkę specyfiki od Dove, Palmolive, Fa i inne ale żadne nie przyniosły pożądanego efektu. Skóra na nogach nadal jest przesuszona, na ramionach chropowata i ogólnie matowa. Z góry mówię – wody twardej nie mam i wiem, że są balsamy, ale ja naprawdę nie jestem osobą z cierpliwością do codziennego wcierania tego w ciało, poza tym to uczucie jak się wszystko do mnie lepi, szczególnie latem, mocno mnie zniechęca.

Ale ostatnio przez przypadek trafiłam na artykuł o pielęgnacji skóry atopowej i było tam polecane naturalne mydło oliwne wywodzące się z Syrii z miasta Aleppo i noszące tą samą nazwę co miasto. Zainteresował mnie ten temat i stwierdziłam, że w ramach wracania do korzeni, do mądrości naszych przodków i jak najprostszych składów chciałabym wypróbować to tradycyjne mydło. Będąc ostatnio w drogerii rozglądałam się za tym mydłem na półkach, ale jak można się domyślić, niestety nie znalazłam go w zwykłym sklepie, więc będę musiała zamowić je on-line.

W każdym razie na pocieszenie znalazłam inne mydło, marki Olivos, posiadające tylko 5 składników i stwierdziłam, że będzie to dobra rozgrzewka przed aleppo i zobaczę czy w jakikolwiek sposób wpłynie ono na stan mojej skóry i czy faktycznie te mydła są tak wydajne jak głosi legenda.

Mydło to kupiłam w Kauflandzie, akurat weszło chyba do ich asortymentu, bo było oznaczone etykietką jako nowość i kosztowało 3.95 euro. Do wyboru były mydła z mlekiem kozim, krowim, wielbłąda, konia oraz osła. Istne zoo…

Zdecydowałam się na mydło z oliwy z oliwek z dodatkiem mleka koziego. Na opakowaniu znajduje się informacja, że jest ono ręcznie robione, bez parabenów, sulfatów i glutenu no i jest niby hipoalergiczne. Zamiast plastikowego lub lakierowanego papieru mamy tu bawełniany woreczek i już bym się całkiem cieszyła z tego rozwiązania, gdyby nie plastikowa siateczka w środku, w której można przechowywać i używać mydełko. Choć z drugiej strony może ona posłużyć więcej razy w przyszłości. Także poza tym jednym małym niesmakiem na razie wszysko jak najbardziej pozytywnie

Jeśli chodzi o skład, to jest następujący:

  • Oliwian sodu
  • Woda
  • Perfum
  • Chlorek sodu, czyli zwykła sól
  • Kozie mleko

I o ile pierwsza pozycja jest jak najbardziej uzasadniona, tak woda na drugim miejscu i perfum na trzecim już średnio wypadają. I jak na mydło z koziego mleka to jest tego mleka stanowczo za mało – ostatnia pozycja w składzie, nawet mniej od substancji zapachowej! Nieładnie, oj nieładnie tak wprowadzać w błąd. Zapach faktycznie jest mocno wyczuwalny, nawet na drugi dzień po prysznicu skóra pięknie pachnie ale czy taka zawartość perfum nie kłóci się z hipoalergicznością?

Jeszcze wrzutka screena z katalogu producenta – jakimś cudownym sposobem mydło ma zawierać kwasy AHA, takie jak kwas mlekowy. No ciekawe

Uwagi:

Przestestowałam mydełko jak radzi sobie ze zmyciem makijażu – i niestety nie daje zbytnio rady usunąć z twarzy dokładnie podkładu położonego na filtr przeciwsłoneczny. Piana szybko traci poślizg, pewnie gdyby zmywać na dwa, trzy razy udało by się jednak gruntowie zmyć ten make up, jednak trochę szczypie oczy. Typowe żele do demakijażu radzą sobie w tym temcie zdecydowanie szybciej i przyjemniej.

Informacje, jak się to mydło sprawdza na codzień, czy zauważyłam jakieś efekty jego stosowania i czy warto wydać na nie pieniądze już za jakiś miesiąc

.

.

Chcesz się dowiedzieć o innych naturalnych kosmetykach? Zobacz też ten post.